Scroll Top

Helena Chowaniec

Oczy pełne śpiewu

G

dy kostucha wciąż ci zabiera najbliższych, to co ci zostaje? Modlitwa, myślenie i śpiew.
Helena Chowaniec urodziła się w 1922 roku i z dumą mówi o swym wieku. – Mam 97 lat, to już prawie setka – uśmiecha się, poprawiając białe włosy pod chustką. Gdy wszedłem do zajmowanej przez nią skromnej izdebki na Jesionkówce, właśnie wstawała, bo sen ją nieco zmorzył. Drewniana, zadbana zagroda. Wdowa dzieli gospodarstwo z synową, która akurat wczoraj świętowała urodziny. – Oj, popiliśmy trochę winka, ja, stara babka, też wypiłam kielicha, bo wtedy lepiej się śpiewa. Oj, jak ja lubię śpiewać -podkreśla Helena Chowaniec. Gdy góralka sobie zaśpiewa, wracają do niej młode lata. Choć trudne, napiętnowane okupacją, niemieckimi łapankami, ucieczkami do lasu, naznaczone ciężką pracą na gospodarce, to uśmiecha się szeroko. A jej oczy nabierają blasku, świecą się do tej góralskiej muzyki.
Droga do zagrody na Jesionkówce wiedzie kręta i wąska. Ale każdy napotkany sąsiad chętnie wskazuje, gdzie mieszka Helena Chowaniec. Nieduża, skromna chałupa, zadbane obejście. Góralka dochowała się 5 dzieci, 19 wnuków, a gdy próbuje policzyć prawnuki, głowa gubi trochę wątek. Bo myśli błądzą do tych, co odeszli. Męża pochowała 56 lat temu. Rak. Raka miał syn, co zmarł 3 lata temu. – Z dzieci została mi tylko córka, nieraz się kłócimy, ale to dobra dziewczyna. Jak była na Drodze Krzyżowej we Wielki Piątek, to tu mnie odwiedziła, popłakała. Tydzień później przyszła ze swoją córką, posprzątała mi, wywiesiła ładne firanki w oknach. To już jej chyba przeszło, nie gniewa się na mnie. Bo o co miałaby mieć żal? – mówi z zastanowieniem Helena Chowaniec. Podkreśla, że dla niej rodzina jest najważniejsza. Na drugim miejscu po rodzinie, to żeby panowała zgoda. – Rodzina, zgoda i modlitwa – zaznacza góralka – Dużo się modlę każdego dnia. Za duszyczki tych, co mi pomarli, o zdrowie dla moich wnuków, prawnuków i żeby była zgoda w rodzinie. Może Pan Bóg mnie wysłucha – uśmiecha się Helena Chowaniec. Jej życie śmierć napiętnowała już od najmłodszych lat. Kostucha zabrała jej matkę jeszcze przed wojną, gdy mała Helenka miała 6 lat. Z rodzinnego domu na Majerczykówce przygarnęła ją siostra matki. – Ciotka nie miała dzieci, była dla mnie jak matka, ale wujek to “diabła zjadł”. Jak przyszła wojna, od razu poszedł do partyzantki. Chował się po lasach, Niemcy ciągle robili w domu rewizje – wspomina okres wojny, który doskonale pamięta pomimo upływu lat. Pamięta te schody, na których skulona nasłuchiwała, czy hitlerowcy już wyszli z chałupy. Schody wiodły spod podłogi do piwnicy. Nie zapomni tego lęku przed odkryciem. Bała się, że niemiecka ręka w mundurze otworzy klapę w podłodze i usłyszy głośne “Raus!”. Na szczęście przeżyła. Wujek zresztą też. Chronił się na Słowacji. Potem żył z przemytu. Cukier, kawa, herbata. Rum. Na handel, żeby dało się jakoś żyć.
Mała Helenka urosła na piękną dziewczynę, nic dziwnego, że szybko wyszła za mąż. Gospodarny chłop, też pięknie śpiewał, często sąsiedzi brali go na wesela za pytaca. Jechał na koniu, przepasany szarfą, ubrany ślicznie, po góralsku. I śpiewał w głos. Tak razem prowadzili gazdówkę. Mieli owce, dawali je na wypas bacom. Najmilej wspomina wyprawę w Bieszczady. – Pojechałam tam raz, było pięknie, wielu naszych baców. Tam puste wsie, bacówek wiele. Paliliśmy wieczorami ogniska, śpiewali, tak pięknieśmy śpiewali, słychać było po całych halach – wspomina Helena Chowaniec. Martwi się, że młodzi dziś nie chcą słuchać. Czasem się tylko śmieją na gadanie starej babki. Dlatego dużo rozmyśla. I jeszcze więcej się modli. Rano w telewizji oglądnie sobie mszę z Łagiewnik. Potem o 10 jest w radio transmisja mszy z Częstochowy, a wieczorem wpół do siódmej jest Olcza. – Można się dużo modlić, a jak jest zabawa, to i gorzałki można się napić. Ale nie za dużo, żeby potem mieć siłę. Choćby do śpiewania – podkreśla Helena Chowaniec. W wielkiej tajemnicy mi zdradza, że wczoraj na tych urodzinach to gorzałki też skosztowała. Jak za młodych lat. I śpiewała. I znów miała 16 wiosen. Widzę to w jej roześmianych po dziewczęcemu, jasnych oczach. Gdy wychodzę, bierze do ręki różaniec. Teraz będzie się modlić o zdrowie wnuków i zgodę w rodzinie. -Panie Boże, prowadź – żegna mnie w drzwiach.

tekst: © Rafał Gratkowski
foto: © Bartłomiej Jurecki

Fotografie prezentowane na tej stronie są chronione prawem autorskim. W razie zainteresowania proszę o kontakt.

2018 © Copyrights Bartłomiej Jurecki
Website design by britanniaweb.co.uk with a support of lovePoland.org