Jan Staszel Zawodzian

Gdzie te hale pełne owiec

J

uhaska, kawalerka, awanturka, ucieczka, więzienie. Ne dość, że twardy, to jeszcze zadziorny.
W kaszę sobie nie da dmuchać. Poszkodowanych, co mu stanęli na drodze, trochę było. Ale to ich sprawa. Jan Staszel Zawodzian urodził się w 1931 roku. Całe dzieciństwo i młodość spędził w Nowem Bystrem. Dziś siedzi na wierchu. Na Słodyczkach, w przysiółku Kule. – Tu się wżeniłem, dwoje dzieci spłodziłem, Czesławę i Władysława. W młodości byłem juhasem, potem wojskowym za Stalina – mówi wodząc okiem po pokoju. Na ścianach myśliwskie trofea i uzbrojenie. Ale to pasja syna, który na budowach pracuje, a w wolnych chwilach działa w kole łowieckim. I też jak ojciec jest strażakiem. Córka została fryzjerką. – Mnie polowacka nie pociągała, ja się dość napolował za Stalina, jak siedzieli te Ruskie w wielkich czapach. Trudno się z nimi szło dogadać. Bali się Amerykanów, chcieli nas zatrzymać jak najdłużej w armii – dodaje Jan Staszel. Strażakiem jest tak długo, że nawet nie pamięta, kiedy się zgłosił do służby. To były ciężkie lata, bo wszystko trzeba było robić siłą mięśni. Swoich lub koni. Pamięta, jak u Jaroszów się paliło. Dziś jest inaczej. Wygoda, samochody. Wtedy musiał starczyć koń. Czasem traktor “sam”. Samoróbka.
Góry – to przyjemność. Pochodzić z owieczkami, z gośćmi pogadać. Pośpiewać. Zabawić się z dziewczętami, co w dolinie krowy wypasają. Tradycja to ten góralski instynkt: ubiór, gwara i podejście. – Nie daj sobie nadmuchać, jak ktoś ci coś wrzuca do mózgownicy, miej swój rozum – zaznacza Jan Staszel.
Honor ma ten, co nie gada głupio. Lepiej nic nie gadać, niż opowiadać głupoty.
Wiara, Pan Bóg – to jest dla górala coś wrodzonego. – Jak w wojsku służyłem, to to było zakazane. Ale górale mają większy honor i podejście do wiary od innych – w wojsku nie dało się pomodlić. Można było za to pojechać na białe niedźwiedzie – dodaje Jan Staszel.
Siedzi na wierchu, rzadko wychodzi, bo już oczy nie te, co kiedyś. Jeszcze by drogi do domu nie znalazł. Ale dobrze wie, co się w świecie dzieje. Choć dobrego słowa na to nie ma. – O, wy wariaty, pierony! Krista Boha, ja widział, jak go wznosili. To był dar ruski. Chcą rozbierać Pałac Kultury i Nauki, a ja widziałem, jak go stawiali! Tam, gdzie była zielona łąka i stary dom. Marszałkowska to były same gruzy, żebra domów sterczały. Nowy Świat to też było jedno gruzowisko – wspomina czasy, które dziś dla wielu są solą w oku. Chcą je wymazać z historii Polski.
Jak tylko wrócił z wojska, to znów zajął się juhaską. – U Wojtusiowego ojca, starego Byrcyna byłem honielnikiem na halach, pasało się owce – wspomina Jan Staszel. W młodości najbardziej radowała go juhaska. Pasało się w Jaworzynce, Kasprowej, Kondratowej i na Ornaku. Owiec nie było dużo. 150-160. Co fajnego w juhasce? Dzwonki zbyrcą, głos się niesie po hali, pośpiewać można, jest wesoło. – Odebrali nam Tatry, odebrali hale, to jest smutno. Ani niedźwiedź nie chce w Tatrach siedzieć, Wojtuś powiadał, że owieczki jedzą smreczynę. Ojciec jego bacował i jakoś smreczyny nie jadły – złości się Jan Staszel.
Dla górala, którego cieszyło pasterskie żywobycie, odebranie tatrzańskich łąk i zakaz wypasu owiec było niczym zstąpienie do piekieł.
Jak komuniści wygnali Bojków i Łemków, to z owcami jeździło się w kompletnie opustoszałe Bieszczady. Ale to już nie było to samo. – Tam tylko wilki wyły – wspomina Jan Staszel.
Jego jedno lepiej widzące oko sypie iskry gdy wspomina czas Stalina. Wisarionowicz zabrał góralowi trzy najlepsze lata życia. Przez wojsko. Służył w Warszawie i Łodzi. Tęsknił za halami, śpiewem i owcami.
Na starość już nic go nie cieszy. W dodatku jedno oko niewiele widzi. Strasznie go denerwuje ta zaćma. – Jakbym jeszcze raz życie mógł przeżyć, to bym je tak chciał przeżyć, żeby hale otworzyć dla owieczek, a nie żeby je wozić w Bieszczady – podsumowuje Jan Staszel. Dumny jest nie tylko z dzieci, ale z całej rodziny, wnuków. A ma ich szóstkę: Krystian, Damian, Sebastian, Natalka, Michał i Dominik.
tekst: © Rafał Gratkowski
foto: © Bartłomiej Jurecki

 

Fotografie prezentowane na tej stronie są chronione prawem autorskim. W razie zainteresowania proszę o kontakt.

2018 © Copyrights Bartłomiej Jurecki
Website design by britanniaweb.co.uk with a support of lovePoland.org