Józef Sikoń

Józek, człowiek, któremu przyśniła się starość

O

młodości nie ma co myśleć, było, minęło, czasu się nie cofnie.
Józef Sikoń nie lubi pętać się po świecie. Choć w budowlance często trzeba było wyjeżdżać poza dom, Podhale, to nigdy nie wybrał się poza Polskę. Jako murarz trochę zobaczył, ale nie ciągnęły go widoki. Bo te najpiękniejsze ma za domem w Skrzypnem Górnym. Wystarczy 15 minut spacerkiem na Bańską. A stamtąd doskonale widać całe Tatry, Pieniny, Gorce i Babią Górę. Czego chcieć więcej?
Stuknęły mu już 62 wiosny. Prawie całe swoje życie mieszkał właśnie tu. Jako kilkuletni dzieciak przyszedł z Bustryku za rodzicami, jak tylko ci postawili stajnię, a potem dom. I już pewnie z tego domu się nie ruszy. Wciąż kawaler – opiekuje się schorowaną matką. On na bezrobociu, ona z balkonikiem podąża powoli po domu. I tak razem ciągną codzienność w ciasnych pokojach, które niegdyś tętniły rodzinnym gwarem 6 dzieciaków.
Z gospodarki – 2 hektarów, sprawiedliwie podzielonych na kawałki pomiędzy rodzeństwem, Józkowi pozostał stary dom. Wciąż pięknie położony, wciąż na uboczu, choć wokół ludzie, zwabieni widokami, zaczynają się budować. Po podwórku pętają się 3 owce, trochę drobiu. Tak, by było czym zająć codzienność.
Józek ma fach w rękach i wykształcenie wystarczające. Po 3 latach zawodówki w mieście zabrał się za robotę “na prywatnym”. Murował, tynkował domy w Nowym Targu, Zakopanem i po całym Podhalu. A na zimę, gdy kończyła się budowlanka, wyjeżdżał do cukrowni aż do dalekiego Żnina w ówczesnym Bydgoskiem. Gorąco było, ale robota spokojna choć ciężka. Niedługo po szkole trzeba było jak wszyscy “spełnić obywatelski obowiązek”. W 1975 wezwali do wojska. Nie migał się, poszedł. Z takim fachem mógł trafić tylko w jedno miejsce – do BIB-y, czyli Batalionu Inżynieryjno-Budowlanego. Zobaczył tym sposobem kolejne miejsca na swej życiowej mapie – Nowy Dwór Mazowiecki i Modlin.
Wojsko jak wojsko – kwituje wzruszeniem ramion. Ani przyjaźni nie zadzierzgnął, ani miłości spod koszar nie przywiózł. Było, minęło – kolejny epizod, po którym znów trzeba było wrócić w budowlany rytm. Latem u prywatnego, zimą w Polskę.
Tym sposobem zobaczył morze. Ale tylko z daleka.
– W Koszalinie żeśmy robili. To niedaleko. Widziałem fale, ale z daleka, przejazdem. Nie było czasu. Wtedy robiło się też w soboty. Czasu na odpoczynek pozostawało niewiele. I w niedzielę szło się już z kolegami gdzieś niedaleko na piwo. Po co się włóczyć po plaży? – przyznaje.
I tak życie jakoś przeleciało. Nie zobaczył widoków, nie spotkał miłości. – Były jakieś dziewczyny. Wiadomo. Nie raz. Ale jakoś nigdy na dłużej. Nie ułożyło się, bo człowiek jeździł ciągle to tu, to tam, nigdzie na dłużej nie zostając – zastanawia się z posępną miną Józek, który jakoś ze Skrzypnego na dobre wydostać się nigdy nie chciał.
I nieśmiało przywołuje obrazy z młodości, gdy w każdej wsi były prawdziwe zabawy, nie jakieś tam dyskoteki. Gdy chłopaki bili się z byle powodu. Józek przekonuje, że on się za bijatykę nie brał. Wolał jej unikać.
Raz był w Tatrach, na Giewoncie. Bo jakoś do turystyki go nie ciągnęło. Przecież góry ma za chałupą, 15 minut drogi, na Bańskiej, na wyciągnięcie ręki.
Józek siedzi zasępiony, ściskając grube palce spracowanych dłoni. Czy można było w życiu coś zmienić? Za młodu, by życie potoczyło się inaczej? Inaczej, czyli jak? Ciekawiej?
– Dużo się nad tym nie zastanawiałem. Bo i po co? O młodości nie ma co myśleć – było, minęło, czasu się nie cofnie. Trzeba myśleć o starości. Czasem mi się przyśni co będzie. Ale nie ma co gadać. Oby było nadal spokojnie, żeby tak dalej. Jeszcze da się wytrzymać – próbuje powoli uporządkować myśli.
Swego miejsca nie zmieniłby na żadne inne. Jest świeże powietrze, spokój i widoki. Nie trzeba daleko chodzić. A co w życiu, na progu nieuchronnej starości jest najważniejsze? Zastanawia się krótko spoglądając na utyskującą mamę, z trudem przemierzającą kuchnię z balkonikiem. Słyszy po raz tysięczny, że ręką ją boli, rwie w boku, głowa pęka, chodzić nie może.
– Zdrówko jest najważniejsze – mówi cicho, nie odrywając wzroku od zgarbionej postaci staruszki. – Jak człowiek był młody, to nigdy o tym nie myślał.

tekst: © Józef Figura
foto: © Bartłomiej Jurecki

Fotografie prezentowane na tej stronie są chronione prawem autorskim. W razie zainteresowania proszę o kontakt.

2018 © Copyrights Bartłomiej Jurecki
Website design by britanniaweb.co.uk with a support of lovePoland.org